Absurdalne żądania byłego partnera w sprawie kontaktów z dzieckiem

  • mithycon
    Gość
    1 dzień, 12 godzin temu Odpowiedz #3435

    Były partner wystąpił do sądu o uregulowanie kontaktów z naszym synem. Treść jego wniosku uważam za całkowicie oderwaną od rzeczywistości, biorąc pod uwagę dotychczasowe zachowanie z jego strony.

    Rozeszliśmy się mniej więcej 3 lata temu. Od początku po rozstaniu deklarował, że „będzie dla małego”, w praktyce nigdy nie angażował się w jego codzienne życie. Wyprowadził się do innej kobiety, z którą nadal jest. Na początku po rozstaniu jeszcze zabierał syna raz na jakiś czas na weekend, przy czym robił to bardzo nieregularnie. Nie przychodził do dziecka do naszego mieszkania, tylko podjeżdżał pod blok, zabierał i odstawiał bez słowa. Syn miał wtedy niecałe 3 lata, teraz ma już 5.

    Zależało mi, żeby mimo rozstania ojciec utrzymywał z synem kontakt, więc to ja często dzwoniłam do ojca dziecka, pytałam, kiedy chciałby zabrać małego, przypominałam o urodzinach czy świętach. Z czasem, kiedy emocje po rozstaniu trochę opadły, zaczęłam się dokładniej przyglądać ich relacji. Po każdym weekendzie nie miałam od ojca żadnej informacji: nie wiedziałam, co dziecko robiło, czy normalnie jadło, jak spało, czy nie było chore. Jakiekolwiek pytanie z mojej strony zbywał krótkim: „wszystko ok, po co drążysz”.

    Do tego coraz częściej okazywało się, że zamiast spędzać czas z ojcem, syn siedział głównie z jego partnerką, bo on sam w tym czasie był w pracy albo załatwiał swoje sprawy. Miałam wrażenie, że dziecko jest „odstawiane” do jego domu tylko po to, żeby jemu pasowało logistycznie, a nie po to, żeby budować z nim więź.

    W pewnym momencie zaproponowałam, żebyśmy ustalili jasne zasady kontaktów: konkretne dni i godziny, zasady nocowania, informowanie mnie, co się działo z dzieckiem. Z mojej strony chodziło o zwykłe uporządkowanie sytuacji i bezpieczeństwo małego. Po tej rozmowie były się obraził, stwierdził, że „nie będzie się przede mną tłumaczył” i po prostu przestał przyjeżdżać po syna.

    Przez prawie rok jego kontakt z dzieckiem ograniczał się do dwóch SMS-ów: że „jutro odbiera małego z przedszkola i odwiezie w poniedziałek”, wyraźnie z pominięciem jakiegokolwiek kontaktu ze mną. Gdy odpisałam, że przed takimi weekendami musimy się najpierw spotkać, porozmawiać i ustalić zasady, po prostu przestał odpisywać. Od tamtej pory nie widział syna prawie rok, nie dzwoni, nie pyta o zdrowie, nie interesuje się przedszkolem ani lekarzami. Alimentów też nie płaci regularnie (częściej wcale niż w ogóle).

    Mimo tego wszystkiego teraz złożył w sądzie wniosek o ustalenie kontaktów w następującym kształcie:
    – co drugi weekend od piątku od godz. 14:30 do poniedziałku rano (odprowadzenie do przedszkola),
    – wszystkie Święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc na zmianę lub w znacznej części z nim,
    – kontakt w dniu urodzin dziecka, w dniu jego własnych urodzin i urodzin członków jego rodziny,
    – dodatkowe dni z okazji Dnia Dziecka, Dnia Ojca, Dnia Babci itd.,
    – tydzień ferii zimowych,
    – dwa razy po 2 tygodnie w czasie wakacji letnich,
    – codzienne rozmowy telefoniczne z dzieckiem,
    – oraz obowiązek informowania go przeze mnie o stanie zdrowia i wszystkich potrzebach syna.

    W praktyce nigdy nie blokowałam mu możliwości dzwonienia do dziecka, tylko on sam z tego nie korzystał. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek z własnej inicjatywy zadzwonił i zapytał np. czy syn jest zdrowy, czy czegoś potrzebuje. Jeśli chodzi o „potrzeby”, to trudno mi to traktować poważnie, skoro od dawna nawet nie opłaca należnych alimentów.

    Dodatkowo mam poważne wątpliwości co do warunków, w jakich syn miałby u niego nocować. Nigdy nie zostałam zaproszona do jego mieszkania, mimo że kilka razy odwoziłam tam syna i stałam pod drzwiami. Za każdym razem słyszałam: „nie teraz, mamy bałagan”. Raz drzwi były uchylone i to, co zobaczyłam, mnie przeraziło: bałagan, brudne naczynia zalegające w zlewie, ubrania porozrzucane po podłodze, jakieś resztki gruzu przy wejściu, jakby niedokończony remont. Trudno mi sobie wyobrazić, że w takich warunkach mały miałby spędzać noce, dłuższe weekendy, a nawet całe tygodnie wakacyjne.

    Na ten moment sytuacja prawna wygląda tak, że ja mam powierzoną stałą opiekę nad dzieckiem, a ojciec ma ograniczoną władzę rodzicielską.

    Czy przy takim stanie faktycznym i dotychczasowym braku zainteresowania z jego strony sąd może zaakceptować tak szerokie i intensywne kontakty, jakich on się domaga (noclegi, długie wakacje, praktycznie wszystkie święta itp.)?

    Interesuje mnie, jak sąd może do tego podejść w praktyce, biorąc pod uwagę:
    – jego roczną faktyczną nieobecność w życiu dziecka,
    – brak stałego utrzymywania kontaktu,
    – warunki, które najprawdopodobniej panują w jego mieszkaniu,
    – oraz to, że do tej pory nie angażował się w bieżące sprawy syna (zdrowie, przedszkole, leczenie, zajęcia dodatkowe).

    Będę wdzięczna za opinie, czy realne jest, aby sąd przychylił się do jego żądań w całości, czy raczej dąży do stopniowego, ograniczonego w czasie i bez noclegów odbudowywania kontaktów, biorąc pod uwagę dobro dziecka.

Oglądasz 1 postów z 1

Napisz odpowiedź





<a href="" title="" rel="" target=""> <blockquote cite=""> <code> <pre class=""> <em> <strong> <del datetime="" cite=""> <ins datetime="" cite=""> <ul> <ol start=""> <li> <img src="" border="" alt="" height="" width="">